młody chłopiec i morze
coś mi się chyba w głowie przesunęło, bo nagle zacząłem lubić bardziej słońce niż deszcz, ciepło niż zimno i… morze niż góry. albo się robię stary albo zakochany, nie wiem. ale wiem jedno, że jak nie pojadę w te wakacje nad żadne znajome mi morze, to uznam je za nieodbyte. to nie jest planowanie, bo planowanie na dłuższą metę nigdy nie wychodzi. raczej stawiam sobie cel i już.
od 2 dni, tzn. od obejrzenia koncertu blur na dvd strasznie podoba mi się ta piosenka, co ciekawe przesądziło to o tym, że idę w poniedziałek zakupić do stepa “13″.
ps: piłki adidasa robione teraz są dużo gorszej jakości niż te parę lat temu, no ale kosztują w sumie też tyle co pizza. szkoda tylko tych dzieci w tajwanie…